Majówka u sąsiadów

Majówka. Jak co roku wiele osób głowi się nad tym samym, mianowicie co zrobić, aby te kilka dni były wyjątkowe i aby nie wyglądały jak większość dni w roku. Jedni jadą na działkę rozpoczynając sezon grillowy, inni wyjeżdżają daleko poza miasto, a jeszcze innym wystarczy ławka pod blokiem i sklep monopolowy (koniecznie całodobowy). Ja do tej ostatniej grupy się nie zaliczam, dlatego wybrałem wyprawę poza miasto. Tak się złożyło, że mogłem sobie pozwolić na 4 dni podroży, tylko w którym kierunku? Pewien pomysł rodził się już od mojej ostatniej wyprawy autostopem do Holandii. Nadarzyła się okazja zatem nie było co dużo myśleć, jadę do Czeskiej Pragi.

Wyruszam razem z dziewczyną (dla której była to pierwsza przygoda  z autostopem) ostatniego dnia kwietnia do Wrocławia, w którym znaleźliśmy nocleg poprzez opisywaną już w poprzednich relacjach stronę Couchsurfing. Osoba która odpowiedziała na nasze ogłoszenie miała nowo założony profil, bez zdjęcia i żadnych referencji, dlatego trochę się obawialiśmy, czy aby nie zostaniemy wystawieni, no ale o tym trochę później. Podróż do Wrocławia zaczynamy z krakowskich Balic, a dokładniej z bramek na autostradzie. Pogoda dopisuje,  kierowcy też i po kilku godzinach lądujemy na obrzeżach stolicy Dolnego Śląska.

Najwyższy budynek Wrocławia-Sky Tower z odległości 10km

Do centrum jeszcze kawałek, dlatego czemu by nie spróbować złapać kolejnego stopa? Po kilku minutach siedzimy już w aucie do centrum. Jak się okazało trafiliśmy na managera(?) kilku sklepów we Wrocławiu. Daje nam swój numer na który mamy dzwonić gdybyśmy kiedyś się tu osiedlili i potrzebowali pracy, nieźle. Z naszym couchsurferem byliśmy umówieni kilka przystanków od centrum. Wsiadamy w tramwaj i po kilku minutach widzimy się z Maksymilianem. No właśnie, widzimy się, zatem nie wystawił nas. Na pierwszy rzut oka wyluzowany chłopak w naszym wieku, jedyne co go od nas odróżniało to długie dredy. Zaprowadza nas do swojego domu, przedstawia mamie i mówi, że niedługo musi wyjść do pracy, a mama wcześnie się kładzie, dlatego... daje nam klucze od domu i oznajmia, że możemy przyjść o której tylko chcemy. W międzyczasie dostajemy swój pokój, laptopa i jeżeli tylko będziemy chcieli to bez skrępowania możemy korzystać z pełnej lodówki. To wszystko po kilku minutach znajomości :). Max pracuje w centrum dlatego chcąc się lepiej poznać udajemy się na Wyspę Słodową, lekko alkoholizując się, po czym odprowadzamy go pod samą pracę. Max planuje po wakacjach udać się w roczną wyprawę dookoła świata jadąc na motorze, dlatego założył konto na Couchsurfingu, żeby do czasu wyjazdu uzbierać kilka pozytywów. Do domu wracamy koło północy, by wstać wcześnie rano i udać się na wylotówkę na Poznań. Jedziemy stopem do Rawicza w którym jesteśmy umówieni ze znajomymi. Rozmowy, posiłek, zwiedzanie, tak mija nam kilka godzin, by późnym popołudniem wrócić do Wrocławia.

Niedźwiadek-herb miasta Rawicz

Ratusz

Wiatrak

Pisząc do Maxa wspominaliśmy tylko o 1 noclegu, jednak korzystając z okazji chcieliśmy jeszcze trochę zwiedzić Wrocław, a z samego rana udać się w kierunku Pragi. Ostatecznie zanim zdążyliśmy o tym powiedzieć, sam proponuje żebyśmy zostali jeszcze na 1 noc :). Wszystkie miejsca, które chcieliśmy zobaczyć znajdują się w centrum, dlatego nigdzie się nie śpiesząc zaczynamy zwiedzanie.

Sky Tower o wysokości 212m

Uniwersytet Wrocławski

Wyspa Słodowa-koncerty, alkohol, masa ludzi na porządku dziennym...

...a nad bezpieczeństwem "plażowiczów" czuwa policja

Kępa Mieszczańska - tu lata temu kręcono reality show "Bar"

Wrocławski krasnal - w całym mieście jest ich ponad 270

Sposób na szybki zarobek

Rynek, a na nim...

fontanna,

ratusz,

i pomnik Aleksandra Fredry

Katedra św. Marii Magdaleny

Kolejny nasz dzień zaczął się tak jak poprzednie, czyli budzik nastawiony na dość wczesną godzinę. Autobusem udajemy się na Bielany Wrocławskie i zaczynamy łapać stopa w kierunku Pragi. Niestety nie szło to wszystko tak sprawnie jak byśmy sobie to zaplanowali. Dłuższy postój (czyt. nikt nie chciał się zatrzymać) w okolicach Hradec Kralove, ale w końcu... opłacało się. Zatrzymał się pewien Czech. Oznajmił, że przejeżdżał tędy kilka minut temu, ale nie zdążył się zatrzymać i zawrócił na najbliższym rondzie, aby nas zabrać do samej Pragi (tabliczka zdała egzamin). Dokładniej to do samego centrum pod Bramę Prochową.

Brama Prochowa

Noclegu w Pradze nie mieliśmy, jedynie napisaliśmy na wiadomej stronie o swoim przyjeździe i po cichu liczyliśmy, że ktoś się odezwie. Nie marnując czasu, po szybkiej konsumpcji, zaczęliśmy zwiedzanie i... wtedy zadzwonił telefon. Tak oto mieliśmy załatwiony nocleg kilka stacji metra od centrum. Spaliśmy u Czecha kilka lat starszego od nas. Zanim nastała noc, poszliśmy wszyscy do knajpy niedaleko mieszkania. Czeskie piwka, gulasz, w tle śpiewy podpitych knedlików, klimatycznie :). Z rana standardowo już wstajemy wcześnie i udajemy się na miasto. Zwiedzanie zaczynamy od dzielnicy Vinohrady.

Kościół św. Ludmiły


i kwiaty przed nim

Jedna z 57 stacji metra


Mało co, a te 2 zdjęcia ze stacji metra kosztowałyby nas mandatem przekraczającym nasze aktualne środki. Przy wyjeździe ze stacji zatrzymują nas kanarzy i proszą o bilet. Trochę czasu zajęło nam wytłumaczenie, że nie jechaliśmy metrem, a jedynie zrobiliśmy kilka zdjęć i o przyjęciu przez nas mandatu mogą zapomnieć. Ostatecznie tak im wytłumaczyliśmy, że wzywają policję :). Z nimi poszło już trochę łatwiej i po chwili puszczają nas wolno, bez żadnego mandatu, zatem kierujemy się dalej na zachód zbliżając się do bardziej znanych miejsc w Pradze.

Dworzec Główny

Plac Wacława

Muzeum Narodowe

Muzeum Narodowe z innego ujęcia


Wieża Jindriska


Miejski Dom Reprezentacyjny

Pomnik Jana Husa

Kościół Najświętszej Marii Panny przed Tynem

Kościół św. Mikołaja

Ratusz staromiejski

Praski zegar astronomiczny

'Dom na minutę' - przez 7 lat mieszkał w nim pisarz Franz Kafka

Pomnik Karola IV, a to znaczy, że zbliżamy się do...

...mostu Karola !


Tablica pamiątkowa poświęcona św. Janowi Nepomucenowi

Zamek na Hradczanach


Most Karola, Wełtawa, w tle zamek na Hradczanach

Z Pragi do Krakowa jest ponad 500km, dlatego po zjedzeniu obiadu ruszamy w drogę powrotną, by zdążyć do domu jeszcze przed północą.

Gulasz z knedlikiem

Niestety nie ma tak łatwo. Wybraliśmy wylotówkę na Brno. Staliśmy w dość mało bezpiecznym miejscu, dlatego pewna baaardzo miła pani (jak się okazało Polka) zaproponowała podrzucenie na stację benzynową. Stacja benzynowa na autostradzie, zatem lepiej być nie może. Jak się okazało stacja ta znajdowała się nie na autostradzie, lecz tuż obok i takim oto sposobem przez jakieś 2 godziny nie mogliśmy złapać nikogo, kto by jechał w kierunku Brna. W końcu na nasz widok zatrzymał się pewien Czech, który podróżował busem wraz ze swoim psem i zaproponował podrzucenie nas w lepsze miejsce, bo "stąd do Brna to nikt nie będzie jechał". Po 30 minutach wysadza nas na wylotówce... dokładnie w tym samym miejscu, z którego zabrała nas parę godzin temu baaardzo miła Polka. Super. Kilka godzin stracone i już wiemy, że przed północą do domu nie dotrzemy. Tym razem dość szybko zatrzymuje się auto i takim sposobem jedziemy do Brna, szkoda tylko, że po drodze była taka ulewa, że auta po autostradzie jechały nie szybciej niż 50km/h. Kolejne podwózki odbyły się bez większych atrakcji. Do domu wchodzimy już przy wschodzącym słońcu i tak kończy się nasza pierwsza wspólna wyprawa autostopem. Podróż zajęła nam pełne 4 dni czyli dokładnie tyle, ile sobie zaplanowaliśmy. Do następnego!

Pod koniec wakacji, prawie rok od rozpoczęcia wyprawy Moto Xpress Tour, Max - nasz host z Wrocławia (z którym spotkałem się jeszcze raz dzień przed rozpoczęciem jego wyprawy) zginął w wypadku w Ekwadorze. Świeć Panie nad jego duszą.