Zimowa stolica Polski-ferie 2011

Tym razem postanowiłem opisać swój samotny wypad w góry, a konkretnie do Zakopanego. Od zrodzonego pomysłu do spakowania się i wyjazdu potrzebowałem tylko 3 dni zatem można powiedzieć, że ta wyprawa to spontan. Jechałem autobusem w nocy, więc po przyjeździe cały dzień mogłem się już aklimatyzować. Zarezerwowanych miałem 7 noclegów w pokoju dwuosobowym w domu znanego skoczka narciarskiego :) z początku myślałem, że to dużo i w ostatnie dni będę się nudził, a jak było? Zapraszam do lektury.

Pierwszego dnia po przyjeździe idę zapoznać się z okolicą. Jadę kolejką na gubałówkę, udaję się na krupówki jak i pod skocznie. Następnego dnia z rana, mama skoczka pokazuje mi tysiące wycinków z gazet, pucharów, dyplomów swojego syna jak i opowiada wiele ciekawych historii z nim związanych. Po śniadaniu udaję się na krupówki z których trafiam na taki oto dom.

Oczywiście wejście do tej "atrakcji turystycznej" jest płatne


Następnie postanawiam udać się do Kuźnic i stamtąd kolejką na Kasprowy Wierch. Gdy zobaczyłem ile ludzi czeka na ową kolejkę rezygnuję i udaję się na Nosal, przynajmniej taki miałem zamiar. Po drodze rozmawiam z miejscowym, który mówi mi żebym lepiej udał się w kierunku Hali Gąsienicowej. Długo zastanawiać się nie musiałem. Po prawie 2 godzinach jestem na miejscu, po drodze podziwiając takie oto widoki.






Warto dodać, że przez całą drogę nie spotykam na trasie żywej duszy. Piękne uczucie jak człowiek samotnie idzie przed siebie, nie zna w ogóle drogi, a jedynie co ma w głowie to zachwycanie się pięknem chwili. Na miejscu już spotykam pewnego pana który chce się udać na Kasprowy Wierch, następnie kolejką do Kuźnic. Miałem taki sam zamiar, więc idę z nim. Wyciąg z Hali Gąsienicowej na Kasprowy już był nieczynny, więc udajemy się tam nartostradą.



niestety kierowca tego ratraka nie chciał nas podrzucić na Kasprowy

Po ponad godzinie jesteśmy na górze, wtedy doszło do mnie , że właśnie zdobyłem Kasprowy Wierch i to nie jak większość wjeżdżając kolejką :)


Udajemy się do stacji gdzie ratownik uświadamia nas, że kolejka którą jeszcze widzimy, a która odjechała kilkanaście sekund temu była ostatnią i następna ruszy dopiero następnego dnia z rana. Za bardzo nie wiedzieliśmy co zrobić, a co gorsze zapadła właśnie ciemność. Latarki nie posiadaliśmy, w plecakach mieliśmy tylko najważniejsze rzeczy, jedzenie i picie się skończyło. Ratownik mówi żebyśmy nie ryzykowali powrotu do Kuźnic i udali się do Schroniska Murowaniec w hali Gąsienicowej, tak właśnie robimy. Lądujemy w pokoju 3-osobowym z bardzo fajną dziewczyną znad morza która również przyjechała sama.

widok z pokoju na Granaty

Z rana każdy rozchodzi się w swoje strony, ja udaję się nad Czarny Staw Gąsienicowy, następnie w kierunku Kasprowego Wierchu. Po drodze spotykam dziewczynę z pokoju i razem wjeżdżamy na Kasprowy.

Czarny Staw Gąsienicowy

widok z wyciągu robi wrażenie

Ludzi bardzo dużo, pogoda piękna, zero chmur do tego słońce dość mocno świeciło. Udaję się jeszcze w stronę Świnickiej Przełęczy i czas zjeżdżać kolejką do Kuźnic, a następnie udać się do Zakopanego.

Hala Gąsienicowa z Kasprowego

Świnicka Przełęcz

w najwyższym punkcie wagonik jest ponad 180m nad ziemią

Wrażeń mi było mało, więc po drodze myślę sobie, że zdobyłem Kasprowy to teraz czas na Gubałówkę :) Wchodzę na nią dość szybko. W porównaniu do pierwszego dnia gdy tam byłem, Tatry doskonale widoczne.


Czas schodzić i udać się wreszcie do pokoju po ponad 30-stu godzinach nieobecności. Następnego dnia udaję się na Szymoszkową i wypożyczam sprzęt narciarski na cały dzień. Trzeba dodać, że nigdy wcześniej nie miałem nart na nogach. Po kilku godzinach przewracania się i podpatrywania innych narciarzy zjeżdżałem już z połowy stoku na dodatek nie przewracając się. Narty miałem wypożyczone do godziny 12 następnego dnia, więc z rana znów melduję się na stoku. Przed ich oddaniem nie mogłem nie spróbować zjechać z samego szczytu góry Szymoszkowej. Trasa liczy 1300m przy różnicy wysokości prawie 300-stu metrów i jest przeznaczona raczej dla doświadczonych narciarzy. Dałem radę, zjechałem do tego nie przewracając się i to jest sukcesem. Sam w to nie mogłem uwierzyć szczególnie, że jazdy na nartach uczy się miesiącami, a nawet latami. Mi wystarczył dzień :)

Szymoszkowa

Po obiedzie wybieram się na dłuższy spacer który rozpoczynam przy cmentarzu na Pęksowym Brzyzku. Idę w kierunku drogi pod reglami po drodze mijając willę "ATMA" w której mieści się muzeum Karola Szymanowskiego.

cmentarz na Pęksowym Brzyzku

muzeum Karola Szymanowskiego

Gubałówka widziana z Drogi pod reglami

Następnie udaję się do Doliny ku dziurze. Idąc cały czas na wschód wychodzę pod skocznią narciarską. Wjeżdżam na samą górę, robię kilka zdjęć i udaję się w kierunku krupówek.





Giewont doskonale widoczny z ul. Piłsudskiego

Po drodze natrafiam na dom Kornela Makuszyńskiego w którym mieści się muzeum. Najbardziej znanym bohaterem jego książek jest oczywiście Koziołek Matołek :)


Na Krupówkach jak to na Krupówkach, sporo ludzi i wiele typów próbujących sprzedać różnego rodzaju badziew. No i oczywiście nie mogło zabraknąć oscypków na które się nie skusiłem.

Giewont tym razem widziany z Krupówek

foluszowy potok

Następny dzień to wyprawa nad Morskie Oko. Busem przyjeżdżam do Palenicy Białczańskiej skąd pieszo udaję się pod Rysy. Po drodze mijam dolinę białki, wodogrzmoty Mickiewicza, Włosienicę gdzie postój mają góralskie powozy i dochodzę do schroniska.

Palenica Białczańska

wodogrzmoty Mickiewicza

włosienica

jeszcze tylko kilka minut do Morskiego Oka

Oczywiście dla mnie to nie był koniec wyprawy, po chwili odpoczynku udaję się nad Czarny Staw pod Rysami. Wejście zimą jest dość trudne, strome a na dodatek jest bardzo ślisko. Jeszcze tylko idę do schroniska nad Morskim Okiem żeby coś zjeść i się napić i dość szybko wracam do Palenicy skąd jadę wprost do Zakopanego.

Mięguszowieckie Szczyty

schronisko widziane z zamarzniętego Morskiego Oka

Rysy a pod nimi Czarny Staw


Morskie Oko z Czarnego Stawu pod Rysami

zamarznięty Czarny Staw. Na Rysy tylko 916m w pionie :)

Następny dzień był ostatnim w zimowej stolicy Polski. Oczywiście zaplanowałem go sobie tak, żebym nie narzekał na nudę. Z rana wyjeżdżam do Kir kilka kilometrów od Zakopanego, skąd zaczynam swoją przygodę z Doliną Kościeliska.



Niestety nie dane zwiedzić mi Jaskinię Mroźną ponieważ w zimę jest ona zamknięta dla turystów. Udaję się zatem do Wąwozu Kraków.

wąwóz Kraków

Po pewnym czasie na drodze ustawiona była tabliczka "Teren niebezpieczny. Wejście grozi śmiercią", więc nie ryzykując wchodzę do Smoczej Jamy z której wyjście prowadzi do głównego szlaku. Następnie udaję się po stromym zboczu 200 metrów w górę by zobaczyć Jaskinię Raptawicką i Jaskinię Mylną. Dla takich widoków warto było się wdrapywać.








Następny punkt to Polana Ornaczańska i usytuowane na niej schronisko górskie. Krótki odpoczynek i udaję się przez las do Smreczyńskiego Stawu który jak Morskie Oko jest zamarznięty.

schronisko

Smreczyński Staw

potok kościeliski

Czas wracać do swojego pokoju i pakować się. Następnego dnia wcześnie z rana mam autobus do domu. Na koniec wrzucam zdjęcie ze swojego pokoju. Taki oto widok na Giewont miałem każdego dnia po przebudzeniu.


Podsumowując to moja pierwsza samotna wyprawa. W górach spędziłem 7 nocy i wydałem nieco ponad 800zł. Codziennie pieszo pokonywałem grubo ponad 25km :) Nie było chwili w której się nudziłem, pogoda oprócz pierwszego dnia idealna poza tym poznało się kilku ciekawych ludzi. Czego chcieć więcej. Do następnego!