Autostopem-wakacje 2010

Zbliżały się wakacje, więc trzeba było pomyśleć o jakimś wypadzie. Chciałem, żeby to był nietypowy wyjazd, więc zrodził się pomysł by pojechać autostopem. Na pierwszy tego rodzaju wyjazd pojechałem ze znajomym z którym przy browarze ustaliłem, że odwiedzimy 4 państwa Czechy, Słowację Austrię i Węgry, a celem miało być największe jezioro Europy Środkowej czyli Balaton. Na jednej ze stron załatwiliśmy za free kilka noclegów, więc można było już się pakować. Wyruszamy pod koniec lipca dość wcześnie rano, by po kilku stopach i kilku godzinach jazdy być już niedaleko granicy z Czechami. Do Czeskiego Cieszyna podrzucają nas osoby które jechały się zaopatrzyć (chyba wiadomo w co) i przy okazji załapaliśmy się na małą degustację :D Następny stop był do Frydek Mistek. Typ który nas podrzucił trzeźwy to nie był, ale ważne że jechaliśmy w dobrym kierunku.


Frydek Mistek rynek

Kolejny stop był już do miejscowości Brno. Podrzuca nas para która po drodze kupuje różne czeskie piwa byśmy je skosztowali i ocenili. W Brnie jesteśmy koło 20 i już mamy się rozstawać, a tu bagażnik z naszymi torbami nie chce się otworzyć. W tej sytuacji proponują nam nocleg który w sumie był nam na rękę i z którego z chęcią korzystamy. Wcześniej udajemy się jeszcze do baru gdzie z ich znajomymi pijemy i palimy do późnych godzin. Rano jak się obudziłem taki oto widok mnie przywitał :)


Tyle atrakcji, a tu dopiero 1 dzień za nami. Z rana w serwisie udało się otworzyć bagażnik, więc udajemy się w kierunku Bratysławy. Kilka stopów i jesteśmy już na Słowacji. Do samej Bratysławy podrzuca nas pewien słowak który w ogóle w tamtym kierunku nie jechał. Podwiózł nas jakieś 50km, jak to powiedział lubi Polaków. Po przyjeździe do Bratysławy pierwsze co rzuciło się w oczy to duża ilość młodzieży i wiele pięknych dziewczyn(bez makijażu!) Dwa Noclegi mieliśmy załatwione w akademiku, więc trzeba było się jakoś zintegrować. Dwa dni zwiedzania miasta, picia i nie tylko :)


zamek

widok na Dunaj z zamku, w tle dzielnica Petržalka


rynek

Czumil :D

widok ze starego miasta na zamek

bratysławskie ufo

na koniec jeszcze raz Dunaj i zamek

Następne miasto jakie chcieliśmy zwiedzić to Wiedeń. Z Bratysławy na pieszo idziemy do granicy, a już w Austrii łapiemy stopa do Wiednia. Lądujemy na obrzeżach skąd musimy jechać metrem kilka stacji do centrum.

metro wiedeńskie

Wysiadamy na stacji Stephansplatz, odpoczywamy trochę i zaczynamy zwiedzanie.


Stephansplatz

katedra św. Szczepana

136 metrów wysokości

jedna z form zwiedzania

muzeum historii sztuki

parlament

pałac Hofburg

Hofburg od innej strony nocą

Nocleg który mieliśmy mieć nie wypalił na dodatek ceny jakie tam są nie pozwoliły nam na kilka dni wynająć czegoś w hotelu. Postanawiamy do późnych godzin pozwiedzać i znaleźć dogodne miejsce do chwili odpoczynku. Trafiamy do parku który był na terenie pałacu Hofburg. Przed północą nadal było w nim sporo ludzi. Rozpalone ognisko, śpiewy, alkohol czy dźwięk wydobywający się z gitary nikomu nie przeszkadzały. Już wiedzieliśmy gdzie spędzimy najbliższe godziny. Byliśmy zmęczeni do tego stopnia, że nawet nie zwróciliśmy uwagi jak w parku zrobiło się pusto. Dla nas lepiej bo nikt nam nie będzie przeszkadzał w odpoczywaniu. Budzik nastawiliśmy na 5. Z rana jak gdyby nigdy nic chcieliśmy opuścić park, co się okazało nie mogliśmy ponieważ wszystkie bramy były zamknięte. Dopiero teraz zobaczyliśmy tabliczkę, że park na noc jest zamykany. Ochroniarz przyszedł otworzyć bramy przed 6, jakie było jego zdziwienie gdy zobaczył nas na ławce owiniętych w śpiwory. Nie mógł uwierzyć, że całą noc tu byliśmy :) Czas gonił, więc jedziemy metrem na obrzeża i dalej idziemy na wylotówkę na Budapeszt. Szybko złapaliśmy stopa, jak się okazało od razu do stolicy Węgier. Jechaliśmy dużym autkiem, więc można było się trochę kimnąć. W Budapeszcie mieliśmy załatwione 2 noclegi, niestety na przedmieściach przez co musieliśmy jeździć sporo czasu metrem i tramwajem do centrum. Pierwszego dnia nie mieliśmy siły na większą integrację, za to drugiego dnia nadrobiliśmy. Picie na świeżym powietrzu w samym centrum na dodatek bez narażania się na mandat to coś czego brakuje w Polsce :D


Dunaj, w tle kościół Macieja

Bazylika św. Stefana

fontanna na wyspie Małgorzaty

Parlament

zamek królewski

widok z zamku królewskiego na górę Gellerta

...i pomnik wolności na nim

widok z góry Gellerta na Peszt

...i zamek królewski

Pomnik Kossutha

a to znów parlament

gdy byliśmy w Budapeszcie akurat odbywało się GP na torze Hungaroring

Następnego dnia czas wyjeżdżać nad Balaton. Trafiamy do miejscowości Siófok w której postanawiamy być tylko 1 noc. Jako że było już późno, to wynajęcie czegoś na kilka godzin nie miało najmniejszego sensu. Decydujemy się przetrwać noc tuż przy plaży, schowani za niewielkim budynkiem :)


woda płytka lecz bardzo czysta

Siófok

przystań


Padła propozycja, żeby odwiedzić jeszcze Zagrzeb do którego było już tylko nieco ponad 200km, jednak nic z tego nie wyszło. Z rana zatem czas wyruszać w drogę powrotną. Po kilku godzinach jesteśmy już niedaleko miejscowości Brno, skąd łapiemy pierwszy raz podczas wyprawy samochód ciężarowy zwany popularnie TIRem. Kierowca podwozi nas do okolic Radomska. Stamtąd szybko już dostajemy się do domu.

podsumowując
wyprawa trwała 8 dni, przejechaliśmy ok. 1800km, najdłużej stopa łapaliśmy prawie 3h, a średnio to coś koło 30min, więc źle nie było. Wydałem 500zł, za noclegi i przejazdy nic nie płaciliśmy, jedynie na co wydawaliśmy pieniądze to jedzenie, alkohol itp. Jak na pierwszy taki wyjazd to lepiej być nie mogło. Do następnego!