Lwów - Miasto Kresów Wschodnich

Zanim jeszcze zaczęła się moja przygoda z autostopem, już myślałem o odwiedzenia tego pięknego miasta. Miasta tak bardzo polskiego, niestety nie leżącego już na terytorium Rzeczypospolitej. Miasta niegdyś trzeciego pod względem liczby ludności (po Warszawie i Łodzi) w Polsce. To w nim urodził się Stanisław Lem, Leopold Staff, Zbigniew Herbert, zmarła Maria Konopnicka i to w nim również założono pierwszy polski klub piłkarski. Tym miastem jest oczywiście... LWÓW!

Dokładnie 3 lata, tyle przyszło mi czekać na odwiedzenie Lwowa od momentu wyrobienia paszportu. To specjalnie z myślą o tym mieście wyrobiłem go w 2011r. Okazja przytrafiła się na początku wakacji, nie mogłem jej nie wykorzystać! Przenieśmy się od razu na przejście graniczne w Korczowie. Tak naprawdę to tu zaczyna się moja przygoda. To tu pierwszy raz przeszedłem odprawę graniczną i zdobyłem pierwszą pieczątkę w paszporcie :)

Do przejścia docieram z kumplem z bloku, który kilka miesięcy wcześniej przyszedł do mnie z pytaniem, czy nie zabiorę go gdzieś autostopem. Sam nigdy w ten sposób nie jeździł, słuchając moich opowieści z dotychczasowych wypraw, również zapragnął przeżyć podobną przygodę. Pierwszą "przygodą" było to, jak zadzwoniłem do niego i powiedziałem "z rana jedziemy do Lwowa. Kładź się spać i widzimy się za 8h pod klatką" Taki oto spontan, dla mnie nie pierwszy i nie ostatni :) Do granicy docieramy już po zmroku, rzecz jasna autostopem. Co się okazało nie można jej pokonać pieszo, musieliśmy zatem łapać kolejnego stopa jeszcze po stronie polskiej. Nie zajęło nam to długo, po chwili siedzieliśmy w aucie z... 3 Ukrainkami :) Jechały tylko kilkanaście kilometrów od przejścia, my mieliśmy plan dostać się jeszcze tej samej nocy do Lwowa i na miejscu znaleźć nocleg. Kiedy Ukrainki usłyszały nasz plan łapania stopa w nocy, zaczęły nas przekonywać, że nie jest to dobry pomysł. Jedna z nich pracowała na stacji benzynowej, przy której stał motel. Tak się o nas martwiła, że bez naszej zgody zadzwoniła do niego i zarezerwowała pokój 2osobowy z TV, mało tego utargowała do 15zł od osoby za noc. Postawieni w takiej sytuacji, nie mogliśmy odmówić :)

                        zdjęcia w większej rozdzielczości dostępne na CzekającNaStopa

i jak tu gotować? :D

Z rana szybciutko łapiemy pierwszego stopa po stronie ukraińskiej i już przed 10 jesteśmy w niegdyś największym mieście Małopolski Wschodniej - Lwowie. Według danych z 2001r. w mieście tym mieszka nadal ok. 30tys. Polaków. Pierwsze co zrobiliśmy po przyjeździe, to udaliśmy się do hostelu, który wyszukałem przez internet. Niestety wszystkie łóżka w nim były zajęte, ale recepcjonistka była na tyle miła, że skontaktowała się z innym znajdującym się nieopodal. Po chwili byliśmy w hostelu zaledwie minutę drogi od głównego placu, na dodatek tańszym. Zapłaciliśmy mniej niż 20zł za noc w pokoju 6osobowym :)

pierwszy stop na Ukrainie


Mister Hostel - to tu spędziliśmy 2 noce

w każdym pokoju namalowane atrakcje Lwowa 

ukraińska Hrywna, na zdjęciu 388UAH czyli mniej niż 100zł

Nie było jeszcze południa, my już wyruszyliśmy na zwiedzanie Lwowa. Większość interesujących nas miejsc znajduje się na Starym Mieście, bądź w bliskiej jego okolicy. Na początek, nigdzie nie śpiesząc się, idziemy pod kolumnę wielkiego polskiego wieszcza Adama Mickiewicza. Następnie mijając pomnik Tarasa Szewczenki, ukraińskiego poety narodowego, Wałami Hetmańskimi dochodzimy do Opery Lwowskiej. Została ona zaprojektowana przez jednego z najwybitniejszych polskich architektów Zygmunta Gorgolewskiego. To w tych wspomnianych przeze mnie miejscach skupia się życie nocne (i nie tylko) lwowian. O której godzinie by tam się nie było, zawsze jest pełno ludzi.

kolumna Adama Mickiewicza

pomnik Tarasa Szewczenki

Opera Lwowska

rzeźba Alegoria Sławy na dachu Opery

nie skusiliśmy się na zwiedzanie miasta w ten sposób :)

Zbliżała się pora obiadu, pewna Ukrainka poleciła nam wybrać się do restauracji Puzata Hata, mieszczącej się kilka minut drogi od Starego Miasta. Nie zawiedliśmy się, duży wybór dań, dość smaczne jedzenie i to w bardzo przestępnej cenie. Wiedzieliśmy już, że do końca naszego pobytu w mieście będziemy się tutaj stołować. Kolejne godziny to zwiedzanie, zwiedzanie, zwiedzanie...

obiad z 2 dań +  piwo to koszt jedynie 13zł


targ ze starociami, pomnik Iwana Fedorowa oraz tramwaj jako sklep z pamiątkami 


Kościół Dominikanów 

Czarna Kamienica

Wędka + magnes = zarobek :)

Dość śmieszną sytuację mieliśmy wieczorem. Chwilę po obiedzie udaliśmy się pod ratusz, z którego jak nam powiedziano rozciąga się wspaniały widok na Lwów. Dowiedzieliśmy się do której jest otwarty, postanowiliśmy przyjść w ostatnią godzinę, aby podziwiać zachód słońca. No i przyszliśmy ale... jedynie pocałowaliśmy klamkę. Co się okazało na Ukrainie jest godzina do przodu w porównaniu z Polską. Zupełnie o tym zapomnieliśmy, cały dzień żyliśmy w niewiedzy :D Ale nie ma tego złego.. Chwilę później poznaliśmy 2 dziewczyny, jak się okazało Polki. Do świtu "zwiedzamy" z nimi różne bary i kosztujemy tutejszych napojów wyskokowych. Okazja do napicia się była podwójna. Nie dość, że nawiązaliśmy nową znajomość, to jeszcze po północy obchodziłem imieniny :)


Kolejny dzień w tym uroczym mieście zaczęliśmy od wejścia na wieżę ratuszową. Tym razem była otwarta :) Przy praktycznie bezchmurnym niebie mogliśmy podziwiać całą panoramę Lwowa. Muszę przyznać, robi wrażenie.

Ratusz

Punkt widokowy na wieży ratusza

Katedra Łacińska

Wschodnia strona miasta

Zachodnia strona miasta

Kościół Dominikanów i Cerkiew Wołoska

jeden z wielu rysunków na dachu lwowskich kamienic

Herb Lwowa

Do Kolejnego miejsca, które musiałem odwiedzić podczas wizyty we Lwowie jedziemy tramwajem. Oczywiście co to za wycieczka bez przygód. Po drodze pani motornicza w dość mało kulturalnym tonie każe każdemu wysiąść. Jak się okazało tramwaj z pasażerami nie dał rady podjechać pod górkę :D Warto napisać, że za bilet normalny trzeba zapłacić 50gr, a mandat za jego brak to.. 10zł. Jak już jesteśmy przy cenach, to wspomnieć też muszę, że 0,5L wódki w sklepie kosztuje 10zł, a paczka papierosów Marlboro to koszt rzędu... 5zł :)

lwowski tabor do najnowocześniejszych nie należy :)

Po kilku minutach kontynuujemy jazdę i dalej już bez przygód dojeżdżamy pod Cmentarz Łyczakowski. Jest to jedna z najstarszych nekropolii w Europie założona w 1786r. Nas głównie interesowała jego część, a dokładniej Cmentarz Obrońców Lwowa zwany również jako Cmentarz Orląt Lwowskich. To tu spoczywają młodzi mieszkańcy, obrońcy polskiego Lwowa z lat 1918–1920 w czasie wojny polsko-ukraińskiej (1918–1919) i polsko-bolszewickiej (1920).






W uznaniu bohaterskiej postawy i zasług mieszkańców Lwowa dla Polski miasto zostało udekorowane przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego Krzyżem Virtuti Militari. Spacer po cmentarzu wśród grobów spoczywających tu setek młodych ludzi, którzy oddali życie broniąc POLSKIEGO Lwowa zmusza do głębokich refleksji.

Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi,
by się uczyć miłości do Ojczyzny.
Powinni tu przychodzić ludzie małej wiary,
aby się napełnić wiarą niezłomną,
ludzie miałkiego ducha, aby się nadyszyć bohaterstwa.
A że tu leżą uczniowie w mundurach,
przeto ten cmentarz jest jak szkoła,
najdziwniejsza szkoła,
w której dzieci jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym,
że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie.
Kornel Makuszyński.

Ostatniego wieczoru chcieliśmy poszwędać się po rynku i jego okolicy. W jednym z ogródków piwnych puszczano mecz Mistrzostw Świata, które akurat rozgrywano w Brazylii. Podszedłem zobaczyć kto gra i jaki jest wynik. W taki sposób poznałem kilka osób z Lublina. Zaprosili nas do stolika i przy alkoholu i rozmowach o wszystkim i o niczym mijały kolejne godziny. Żeby stworzyć klimat zaprosiliśmy również do nas dwóch ulicznych grajków z gitarami. Za lampkę wina grali nam przez dobrą godzinę :) Cały następny dzień i noc to powrót do domu. Na koniec coś co misie lubią najbardziej. Podobny widok jak ten poniżej jest na porządku dziennym. I jak tu się nie zakochać we Lwowie :)


Podsumowując. W domu nie było mnie równe 96h czyli 4 dni. Przez ten czas pokonałem 920km autostopem, spędziłem 3 noce na Ukrainie, wydałem jedynie 200zł i po 3 latach zdobyłem pierwszą pieczątkę w paszporcie. Jak ktoś poszukuje miejsca do wyrwania się na kilka dni, w którym chce się zrelaksować,  pozwiedzać lub upić, wydając przy tym śmieszną sumę pieniędzy, musi zdecydowanie odwiedzić Lwów. Ja pojechałem i się nie zawiodłem :) Do następnego!